Grażyna Antoniewicz

Slam-nawijka i trupy w szafie, czyli 23-latek pyta babcię o korzenie

Dziennik Baltycki, 2019-12-23

Poznajemy z pozoru prostą historię 23-letniego chłopaka (alter ego autora), który przybywa na komunię kuzynki. Będzie tam cała rozgadana familia, dziadkowie, wujkowie, a on ciekaw jest swoich korzeni. Chce poznać, zrozumieć, oswoić, ocalić od kurzu niepamięci rodzinną historię. Nikogo nie osądza i robi to z czułością.
Pyta: Czy ja kiedyś zrozumiem Babcię?
Babcię chciałbym najbardziej
(...)
Jeśli babcia umrze nie pogadam z nikim.
A z duchami raczej nie chcę wchodzić w fiki miki.
Jednak aby móc ją opowiedzieć swoim dzieciom musi zmierzyć się też z ciemną stroną pamięci... Nieoczekiwanie okazuje się, że rodzina ma "szafę pełną wspomnień", a w niej widma, strachy, upiory, wołyńskie masakry i pacyfikacje. Wywózki na roboty i przymusowe wcielenia do armii. Gułagi, przesiedlenia. Są w niej Andersowcy obawiający się powrotu do komunistycznej ojczyzny, rozdzieleni z bliskimi, niekiedy na stałe.
"Mam trupy w szafie tego jestem już pewien" - wyznaje młody człowiek.
Odkrywa tajemnice wyparte z pamięci, przemilczane sekrety, o których nikt nie chce opowiadać i z uporem dąży do poznania prawdy.
- Jak kiedyś będę miał dziecko i mnie zapyta o okupację niemiecką, radziecką, dam mu wtedy pamiętnik. I powiem bierz to. To jest najlepszy i bardzo czysty towar - mówi główny bohater.
Dramaturgia spektaklu skoncentrowana jest wokół kolejnych 10 odsłon, 10 piosenek-nawijek, które łączy osoba głównego bohatera. Jest więc Wigilia u sąsiadów, dziewięćdziesiątka cioci i inne okazje do rodzinnych ceremonii, na których spotykają się krewni.
- To nie pogrzeb tylko urodziny, a i tak zjechało się pół rodziny - mówi.
Niezwykle trudne zadanie miał Jakub Sasak, jako ten, który usiłuje poznać rodzinne tajemnice, porusza niewygodne tematy. Poradził sobie znakomicie. Jest ekspresyjny, pełen wewnętrznej prawdy, a swoją slam-nawijką robi z widzami co tylko chce. Ma też znakomitą dykcję i niebywałe wyczucie frazy.
Świetna jest Dorota Lulka jako Babcia, zwłaszcza w scenie, kiedy staje się małą dziewczynką, wspominającą powrót ojca z wojny. Jest prawie stale w ruchu, sugestywnie gra gestami rąk, mimiką twarzy, oczami, nagłym zwrotem ciała. Ponadto na scenie zobaczymy: Olgę Barbarę Długońską, Martę Kadłub, Grzegorza Wolfa, Szymona Sędrowskiego i Macieja Wiznera.
"Polskie rymowanki albo ceremonie" - to ciekawa, nietypowa i dosyć odważna propozycja Teatru Miejskiego.
Spektakl nadal bliski jest monodramowi, mimo iż Ewa Rucińska odebrała część słów narratorowi, rozpisała mikroscenki i dodała sześcioosobowy chór aktorów.
Muzyczna rama przedstawienia przypomina momentami koncert hip-hopowy. Jakub Sasak przygotował sobie beaty do każdego z monologów. Słyszymy je stale z offu. Frazy w stylu: "Mieć Lewandowskiego dzisiaj, To jest jak mieć Miłosza wczoraj, Puść mi hymn tego kraju, I jak najgłośniej go graj, Raj, Niezły haj, Niezły hajp, Pewnie pęknie tan balonik, Ale to jest romantyczny kraj" z pewnością spodobają się młodym widzom.
"Życie to nie rap. Chociaż trochę szkoda. Może wtedy większa w podejściu byłaby swoboda" - mówi autor sztuki. Szalenie jestem ciekawa, czy i starsi widzowie zaakceptują ten spektakl.
Premiera odbyła się 21 grudnia, na Małej Scenie.