Maria Dworzecka

Czy ktoś tu nie kłamie?

Teatr dla Was, 2017-02-07

Michał i Laura, Alicja i Paweł. Przedstawiciele klasy średniej, dwa szczęśliwe małżeństwa z długoletnim stażem. Ludzie, którzy przyjaźnią się ze sobą od wielu lat i nie mają przed sobą tajemnic. Albo nie mówią prawdy. To znaczy, prawdę mówią, ale nie całą. To z szacunku, oczywiście.
Nikt nie wie, kto prawdę mówi, a kto kłamie, kto udaje, że prawdy nie zna, a kto nie zna jej wcale. Czy może jednak wszyscy prawdę znają, a nie zna ten, który kłamie najwięcej? Tylko kto? Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście Michał (Szymon Sędrowski w roli wprost stworzonej dla niego), którego drogę do poznania prawdy widz może prześledzić od początku do końca. Skupiony na sobie biznesmen wciąż odwraca kota ogonem, zupełnie tego nie zauważając. Co więcej, gubi się w swoich kłamstwach. Z niebywałą lekkością, jak mu się wydaje, lawiruje między osobnymi prawdami, tworzonymi przez siebie na potrzeby chwili, które z prawdą zbyt wiele wspólnego nie mają. Ale przynajmniej sam jest zachwycony własnymi pomysłami na coraz to nowsze wersje wydarzeń. Zależy mu tylko na tym, by utrzymać status quo, niezależnie od tego, jak wysokie koszty miałby ponieść . W końcu nie robi nikomu nic złego, on tylko nie mówi prawdy... Ale przecież w żadnym wypadku nie kłamie! Postać Michała wykreowana przez Sędrowskiego jest, co oczywiste w komedii, przerysowana, lecz choć wiodąca (co wynika z konstrukcji tekstu), można odnieść wrażenie, że aktor zagarnia całą scenę jakby tylko dla siebie. Tak, jak gdyby inne postaci nie miały szans na swoje pięć minut. Diametralnie odmienną kreację tworzy Maciej Wizner, wcielający się w Pawła. Jest zdystansowany i śmiertelnie poważny, albo… tak dobrze kłamie. Nie jest dla mnie jednak niestety pewne, czy jako Paweł, czy jako aktor. Choć grę obu aktorów ogląda się z przyjemnością i oprócz tych drobiazgów nie można nic jej zarzucić, bardzo chciałabym zobaczyć spektakl, w którym mężowie zamieniają się rolami. To mógłby być naprawdę ciekawy eksperyment.
Komedia w trochę mniejszym stopniu eksponuje żony protagonistów, Alicję (Agnieszka Bała) i Laurę (Monika Babicka), jakby odwzorowując wciąż obecne w naszej kulturze patriarchalne postrzeganie świata. Jednak obie aktorki wycisnęły ze swoich ról ile tylko się dało, dzięki czemu różnica jest niemal niewyczuwalna. Zarówno postać Alicji, jak i postać Laury są z konsekwencją prowadzone przez całe przedstawienie. Alicja przestraszona kłamstwami, w których żyje i Laura przymrużająca oko na łgarstwa męża są w tym szczere do bólu albo… albo one też tak dobrze kłamią.
Zbigniew Rybka sięgnął po tekst, który jest gwarantem sukcesu. Wartkie i błyskotliwe dialogi wzbudzają na widowni lawiny śmiechu. Dzięki kilku prostym zabiegom, oraz właściwemu poprowadzeniu aktorów, pozwolił komedii wybrzmieć w pełnej krasie. I o to właśnie chodzi! Co bardziej refleksyjni widzowie będą mogli po spektaklu zastanowić się przez chwilę nad postawami współczesnego człowieka - na czym mu najbardziej w życiu zależy. Na tej wielokrotnie przywoływanej prawdzie, czy może jednak tylko na samym sobie…
Spektakl o zdradzie, w którym do samego końca nie wiadomo kto kogo okłamuje, w którym bohaterowie co i rusz demaskują się wzajemnie i tak często odwracają przysłowiowego kota ogonem, że widz w pewnym momencie z satysfakcją zaczyna prześcigać się z nimi w demaskowaniu ich wzajemnych kłamstw, zdecydowanie można polecić każdemu, kto chce spędzić przyjemny wieczór w teatrze. Jednak najlepszą recenzją spektaklu niech będą popremierowe owacje na stojąco i liczne pochlebne komentarze widzów w kuluarach